Oglądałem wczorajszy mecz Asseco Prokomu Gdynia w Eurolidze z Partizanem z nadzieją.
Nadzieją związaną z ewentualną pierwszą wygraną Mistrza Polski w tych rozgrywkach. Niestety zawiodłem się strasznie. Nie wynikiem, bo porażka wcale nie bolała. Ale grą, ogółem tego, co zaprezentowali wczoraj podopieczni "Packa".
Straty, brak zrozumienia i komunikacji oraz beznadziejna obrona. Było co prawda 7 przechwytów, ale to wynikało raczej z błędów Partizana aniżeli wymuszeń gospodarzy wczorajszego meczu. Natomiast tylko jeden blok w całym meczu pozostaje już wielce wymowny. Zostawianie bez opieki przez Vardę i nieporadnego Łapetękoszykarzy z Belgradu wołało wręcz o pomstę. O ile jeszcze ten pierwszy przyzwoicie grał w ataku (chociaż na siłę chciał zostać bohaterem i udowodnić nie wiadomo co swojemu pierwszemu w karierze klubowi) to nasz rodak był po prostu słaby.
Zastanawiać może natomiast zbyt krótka wizyta na parkiecie Hrycaniuka, który jako jedyny wczoraj z graczy podkoszowych wydawał się walczyć na parkiecie. Gry Jana Henrika lepiej nie komentować.
Amerykanie - Giddensowi mecz wczoraj nie wyszedł. Brown rzucił najwięcej punktów, ale i przewodził w stratach, chociaż w 4 przypadkach jakie akurat widziałem, partnerzy którym podawał piłki po prostu jej nie złapali z sobie wiadomych tylko powodów. Wydaje mi się więc, że akurat Bobby powinien mieć więcej luzu na boisku i poczucia takiego lidera, jakim był Woods w zeszłym sezonie. Bo Ewing na takiego się po prostu nie nadaje.
Mecze na tak wysokim poziomie wygrywa się obroną, a jej w Gdyni nie ma. Brakuje agresywności i nie istnieje w tym zespole takie pojęcie jak "przekazanie w obronie". Tak samo zastanawiający jest brak wykorzystania umiejętności strzeleckich Filipa Videnova. Czy w Trójmieście zastanowił się ktoś po co sprowadza się takiego snajpera tylko po to aby wpuścić go na 8 i pół minuty w meczu?
Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że kariera koszykarza nie trwa wiecznie i zdrowie trzeba oszczędzać. Ale patrząc na dotychczasową grę Gdynian nie widzę wśród tych zawodników zaangażowania, nie wspominając już o poczuciu do przynależności klubowej zawodników. Odnoszę po prostu wrażenie, że wychodzą na parkiet tylko po to, aby "odwalić pańszczyznę".
A tak nie powinno być, bo wystarczy spojrzeć na graczy CSKA Moskwa, Barcelony, Żalgirisu czy jakiejkolwiek ekipy z Grecji - tam widać pasję i chęć do gry u każdego zawodnika, który wychodzi na parkiet. W drużynie Mistrza Polski tego nie widać wcale - przynajmniej ja nie widzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz