niedziela, 23 maja 2010

Lakers na właściwej drodze po tytuł?

Gdy sporo krwi mistrzom ligi napsuła młodzież z Oklahoma, wielu z nas zapewne zastanawiało się, czy Lakersów stać na walkę o obronę trofeum z przed roku. Pierwsze runda była dla nich niezwykłą męczarnią i wyglądali raczej słabo. Dopiero, gdy udało się im uporać z Thunder zobaczyliśmy w końcu zespół, który nie tylko gra skutecznie ale i widowiskowo.


Marnie wyglądający Fisher trafia ważne punkty, sprawiający wrażenie jakby był z innej bajki Artest w końcu zaczął robić to, co do niego należy. Odblokował się też i Odom, który w pierwsze serii przeciwko OCT notował średnie na poziomie niespełna 8 punktów i 7 zbiórek, teraz potrafi rzucać 18 punktów i zbierać 15 piłek.

Swoje robi Gasol, którego zatrzymać jak dotąd nie potrafił nikt i ciężko uwierzyć, by się to zmieniło w jakikolwiek sposób. Najważniejszym jednak dla Jeziorowców jest fakt, że ich lider- Kobe Bryant włączył najwyższy bieg...

Nie tylko nic specjalnego mu nie dolega, na co skarżył się w sezonie regularnym, ale wrócił do swojej wysokiej dyspozycji strzeleckiej, ale i uwaga – pięknie podaje! Dziewięć asyst w jego przypadku ( a tyle notuje przeciwko Suns) to rzadko spotykana norma.
Pojawił się też na jego twarzy długo oczekiwany cyniczny uśmiech, którym czaruje ( czytaj wkurza maksymalnie) swoich przeciwników tak na parkiecie jak i poza nim. Złośliwi powiedzą pewnie, że już taki jeden pewny siebie na wschodzie był i pojechał na wakacje właśnie przez to, ale przypadek Bryanta jest zupełnie inny.

Pełen podziwu dla niego jest nawet sam Artest, który jak pamiętamy z poprzednich sezonów niezbyt przepadał za swoim partnerem z zespołu:

„Zawsze wiedziałem, że lubię grać z nim, jednak nie sądziłem że potrafi tak grać jak w ostatnich sześciu meczach. Gdy oglądaliśmy powtórki z ostatniego meczu byliśmy wszyscy pod wrażeniem jego gry. Wszyscy jednak jesteśmy tak pochłonięci zespołową grą Lakers, że nie zwracamy uwagi na występy indywidualne”.

Ważną kwestią jest też postawa Phila Jacksona, który dobrze konstruuje układankę Lakers, o czym także wspomina Artest:

„Zabawne jest to, że grając w Kings czy Rockets nie byłem pozostawiany bez opieki obrońców. Tutaj jest trochę inaczej i ja z tego korzystam z tego co jest mi dane w Lakers. Mogę w pewien sposób dzięki temu zabłysnąć”.