środa, 3 czerwca 2009

Czas na finały


Już tylko godziny dzielą nas od długo oczekiwanego finału NBA. Jaki on będzie - nie wiem, ale postaram się przybliżyć nieco moje dywagacje na temat rozpoznania sił ubu drużyn.

Porwnanie sił

Derek Fisher - Rafer Alston


Większość fachowców stawia tę parę rozgrywających jako równorzędnych zawodników, z których żaden z nich nie powinien wybić się
ponad przeciętność. Ja jednak pozwolę sobie ocenić sytuację zupełnie inaczej. Być może nie będzie to kluczowa przewaga ze strony Magic,
ale sądzę iż postawa Alstona powinna być ważnym elementem, który może drużynę Van Gundy'ego prowadzić do zwycięstw. Alston wszedł już do drużyny, co pokazują
jego ostatnnie spotkania. Fisher najlepsze lata ma już zdecydowanie za sobą, nie potrafił w najmniejszym chociażby stopniu ograniczyć poczynań tak
Derona Williamsa jak i Billupsa, że nie wspomnę już o Aaronie Brooksie, kóry wokół playmakera Lakers mógłby w kółko gonić całymi godzinami. Na domiar złego
najsilniejsza broń jaką przez lata dysponował Fisher - rzuty z dystansu w obecnej chwili nie stanowią żadnego zagrożenia - ledwo 23,5 % celności.

Przewaga - Magic

Kobe Bryant - Courtney Lee


W tym miejscu komentarz jest zbyteczny. Kobego nie dał rady zatrzymać Shane Battier wespół z największym "uprzykrzaczem" ligi - Ronem Artestem,
więc nie zatrzyma go i młody obrońca Magików, sam z resztą nie powinien być wyróżniającym się graczem swojego zespołu.

Przewaga - Lakers (tak wysoka, że należy ją co najmniej pomnożyć przez dwa).

Trevor Ariza - Hedo Turkoglu

Nominalnie na "trójce" w ekipie Lakers jest były gracz Orlando, jednak więcej czasu na boisku spędzić powinien od niego Odom.
Ale będąc drobiazgowym i oceniając graczy z pierwszej piątki należy przyznać w tym miejscu, że mamy do czynienia z dwoma
zupełnie odmiennymi stylami gry. Ariza trochę szalony, bardzo efektowny, dobrze broniący - naprzeciwko Turka, który w obronie nie
błyszczy, za ma cały zasób świetnych zagrań w ataku i jest go ciężko powstrzymać, do tego sporo zbiera i nieźle podaje.

Przewaga - Magic

Pau Gasol - Rashard Lewis


Na pozycji silnego skrzydłowego spotykamy również odmienne style. Z jednej strony Hiszpan, który gra dobrze tyłem do kosza i lubi grę blisko niego,
z drugiej mamy uciekającego zazwyczaj na obwód bardzo skutecznego Lewisa, który tak naprawdę nadaje się bardziej na pozycję niskiego skrzydłowego.
Patrząc na nazwiska łatwo postawić ocenę, jeśli jednak weźmiemy pod uwagę fakt, iż Lewis prezentuje się lepiej w play off niż w regular season, a Gasol
jest jakby już coraz bardziej zmęczony (niestety dla niego nie ma w swoim zespole kogoś na miarę Dwighta Howarda i praktycznie sam musiał bić się z Yao, Boozerem i Nene)
to można się głębiej zastanowić nad finalną notą.

Przewaga - remis


Andrew Bynum - Dwight Howard


Bynum na razie zawodzi na całej linii, jego statystyki są po prostu śmieszne. Jeszcze rok temu wydawało się, że będzie on wspaniałą odpowiedzą "Jeziorowców" na
Howarda, jednak nici wyszło z progresu tego zawodnika. Howard będzie miał ogromną przewagę po tablicami, które z pewnością zdominuje. Bynum spędzi zapewne mało minut
na parkiecie, a Gasol jest za wątły na "Bestię" z Florydy.

Przewaga - Magic

Rezerwowi:


Brown, Odom, Farmar, Vujacic, Walton naprzeciw Johnsona, Battieg, Gortata, Pietrusa i J.J Reddicka. Dla nas miło by było, gdyby swoją cegiełkę do emocji w finałach dorzucił
Marcin Gortat, jednak będąc realistą nie liczę na zbyt dużą ilość minut dla "Polish Hammera". Ważnym ogniwem w Lakers będzie Odom, który w dobrej formie może być nawet i liderem zespołu, zaś
w Orlando wiele się oczekuje od Pietrusa, który zapewne będzie plastrem Bryanta. Większym doświadczeniem dysponują w końcowej ocenie jednak gracze z Los Angeles.

Przewaga - Lakers

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz